O autorze
Plany zdjęciowe to jej żywioł, Scenografka,która żadnej pracy się nie boi.
Działająca na pograniczach mody,kina, sztuki i teatru.
Tworzy scenografię, propsy i kostiumy do filmów oraz sesji zdjęciowych.
Odpowiedzialna min. za kreacje scenograficzne teledysków: Moniki Brodki, Kasi Nosowskiej, Myslovitz.
Studiowała Intermedia w poznańskiej Akademii sztuk Pięknych. Współpracowała z Vogue Hommes Japan oraz większością polskich magazynów. Wyznawczyni Gondryzmu, uzależniona od nieśmiertelnego Felliniego i dzikości Pipilotti Rist.

Gypsyland

Tym razem temat nie przypełzł ani nie przyleciał, bajeczki też nie będzie, choć owo miejsce o którym zaraz mowa, jest jak niekończąca się bajka z wieloma morałami a może i Baśń w konwencji realizmu magicznego, która zacząć się powinna słowami: Za górami za lasami za siedmioma dolinami, w oddali migocze, kusi i woła miasteczko Szutka. Tak się skromnie nazywa. Przybywając do bram miasta, kakofonia dźwięków, świergotem i trzepotem się rozrasta. Muezin na modlitwy wzywa, ferie barw zalewają ulice, powietrze ogniste, złoto w słońcu skąpane pobłyskuje, raz odbite od fantazyjnie wygiętych zdobień bram domostwa Medyka a raz od dziarsko uśmiechniętego sprzedawcy kosztownych tkanin - zęba. Przemierzając ulice oczom nie wierzysz ilu tu kuglarzy, handlarzy, magików, każdy mistrzem w swojej dziedzinie. Psy, koty, rajskie ptaki. Woń kosztownych perfum miesza się z zapachem obfitej strawy, muzyka kusi, coraz bardziej wybrzmiewa, kto głośniej kto piękniej by łzy wzruszenia na twym poliku zobaczyć.

Opisy można mnożyć, bo to miejsce jest jak brokatem i błyskotkami przysypana, bezowa wieża Babel.



Gmina Suto Orizari (nazwa właściwa) w mieście Skopje, kraju Macedonia. Dwa kanały telewizyjne, jedna stacja radiowa, szkoła, sklepy, targ, meczety.100 klipów rocznie, własne wytwórnie muzyczne. Własny język, flaga, burmistrz o imieniu Elvis. Liczba mieszkańców 70 tys, Dolce & Gabbana, Versace za 5 euro.

Brzmi to wszystko jak najlepsza oferta all inclusive, last minute z widokiem na morze i ja się pytam czy to możliwe?

Świadomość o Szutce w mej głowie zakiełkowała, już parę lat temu. A powodem owego zamętu, stał się jeden z moich top 10 ulubionych filmów: "Księga rekordów Szutki" Aleksandra Manica. Jednym zdaniem, Fellini w turbo pigułce popity Kusturicą, innych słów znaleźć nie mogę. Swoisty portret miasta, w którym mieszkańcy dla urozmaicenia sobie żywota, biją rekordy. Każdy mieszkaniec jest mistrzem, w czymś bądź w czymkolwiek. W posiadaniu największej ilości garniturów, największej kolekcji kaset z muzyką turecką, albo w jakości teledysków. Są i tacy jak derwisz Fazil, który dematerializując się w Szutce, może przenieść się do Ameryki bez posiadania wizy.

Szutka to nie tyle miasto, co już stan umysłu, bardzo magiczny w którym to wiara w wampiry i dżiny wciąż istnieje. Lokalne tradycje miksują się z popkulturą. Dni tygodnia wyznaczają wesela, pogrzeby, rytuały obrzezania oraz weekendowe targi. Ale najważniejszym wydaje się być to, iż nadal jest tu miejsce na chodzące indywidua.
Poniżej fragment filmu, z dwójką moich ulubionych bohaterów. Sabrina prawdziwa fashionistka mistrzyni seksu i kultury oraz Natalija mistrzyni w ścieleniu łóżek.



Opętana wizją miasta rajsko-surrealistycznego, postanowiłam sprawdzić na własne oczy i doświadczyć na własnej skórze. Lądowanie w Skopje to już atrakcja, ale o tym w innym poście.

Pytając o Szutkę, dostaje iście skrajne informacje. Jadąc samochodem, zostaw go na obrzeżach, jadąc autobusem wysiądź przy głównym targu, dalej się nie zapuszczaj. Ale też i takie info, iż najlepsze ciuchy, buty i dodatki oraz imprezy w mieście to właśnie Tam. Chyba nie bez powodu, najbardziej oblegane wieczorową porą miejsce uciech- Fashion Club się nazywa. Zatem i tu wszystko modą stoi.
Zdjęcie przerażonej mnie poniżej:)


Myślę, że to co zobaczyłam na miejscu, żadne słowa nie oddadzą, to naprawdę magiczny tygielek w którym wszystko się kotłuje. Wąskie ulice, domy pokryte dywanami, apteka wyłożona złotem. Ruch samochodowy, ustalany za pomocą klaksonu, kto głośniej, ten pierwszy. Targowisko próżności, koszulami Dolce & Gabbana i paskami Moschino wyłożone. Dior i Chanel też się znajdzie nawet na zapalniczce.



Salony kosmetyczne i zakłady fryzjerskie oblężone, zwłaszcza przed weekendem. Kiedy to żeńska część Szutki na wesela bądź pogrzeby się stroi. Tworząc na głowie niemożliwe konstrukcje, bardziej w nurcie architektury sakralno - barokowej. Girlandy, kartusze i festony, spowite dekoracyjną wstęgą z rzędem perełek. Zapach lakieru niczym kadzidło, mi przeszywa nozdrza. Fryzjerskie dekoracje, dopełniają bardzo twarzowe malowidła. Iluzja malarska jest na porządku dziennym, zwłaszcza w partiach sklepienia, ma za zadanie zatrzeć granicę, pomiędzy jej wyobrażeniami a rzeczywistością.



Moda zdaje się być tu czynnikiem ponadczasowym, im więcej tym lepiej. Mnogość faktur, wzorów, ornamentów. Svarowski Gypsy collection na każdym kroku. Kroje a'la złote lata Hollywoodu, zmiksowane z Mariella "boho" Burani.
Gucci, Fustenberg, Kate Moss i siostry Olsen miałyby co wybierać.

Pisząc to już tęsknię, pewnie nie jeden z Was pomyśli, tania egzotyka, blichtr i błyskotka. A ja na to, a może trzeba po prostu uwierzyć. Wytłumić te intelektualne oczekiwania, uśpić nieco rozum, oczy szeroko otworzyć i popłynąć na skrzydłach fantazji a nuż się zmaterializuję, oby w Szutce.


Dla podtrzymania boho & hippie klimatu, jedna z moich ulubionych sesji "Gypsy Soul" Vogue, Kwiecień 1992 sfotografowana przez Bruce'a Webera. Udział w sesji wzięła, kobieta magiczna Rosy de Palma, muza Pedro Almodovara.






A dla odczarowania mitu, iż tylko Cyganie tak żyją, przepiękny cykl zdjęć "The New Gypsies" Ian McKell z 1986 roku. Przedstawiający grupę Nomadów z Wielkiej Brytanii.




Trwa ładowanie komentarzy...